iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

W beznadziejności tkwię

Jestem BEZNADZIEJNA! Nie potrafię wybrnąć z pewnej sytuacji, która właściwie zaczęła się parę miesięcy temu. O co chodzi? Otóż zaniedbałam, strasznie zaniedbałam wizytę córki w przychodni. Miała mieć szczepienie i przeze mnie nie ma. Czuję się okropnie.... Czuję, że jestem złą matką, bo zapominam o tak ważnych rzeczach. I co najgorsze wstydzę się o tym komukolwiek powiedzieć.

Nie wiem czemu to zaniedbałam. Jak już wcześniej pisałam, jesteśmy po przeprowadzce. W maju byłam w przychodni z małą. Zrobili jej szczepienie, powiedzieli, żebym przyszła w sierpniu. No, ale nic mi nie zapisali i nawet nie powiedzieli którego dnia mam przyjść. A sierpień pamiętam był zawalony wizytami u laryngologa, bo córcia ma niedosłuch. Potem ta pieprzona świńska grypa- wolałam nie pchać się tam, gdzie przecież zarazków najwięcej. Ech.... W końcu przyszło mi wezwanie i muszę pójść. Ale strasznie się boję. Niestety jestem taka, że nienawidzę krytyki innych osób. Tak bardzo, że odwlekam daną sytuację w nieskończoność. A potem są problemy. Wiem, co o mnie myślicie. Że nie jestem dobrą matką. Sama o tym doskonale wiem. I wiem, że muszę wziąć się za siebie i nie narzekać. Mieć gdzieś zdanie innych ludzi. Pójść w końcu do pracy, chociaż na weekendy. Nie myśleć o tym, co już było, tylko o tym, co będzie. Nie planować, tylko żyć dniem, chwilą i cieszyć z każdej pięknej chwili. Cieszyć się z codzienności... Wiem, że muszę stać się lepszą osobą. Zdaję sobie sprawę z tego, że będzie cholernie vciężko, ale nie chcę już tkwić w tej beznadziejnej beznadziejności- nie chcę stać w miejscu, tylko ruszyć do przodu. Podnieść się z tej czarnej dziury, która mnie otacza. I poczuć w końcu, że robię coś, co kocham nie zaniedbując tak ważnych rzeczy. Bo jeśli raz już coś zaniedbasz, potem ciężko jest to dokończyć.

Cieszę się, że istnieje ten blog. Mogę wyrzucić z siebie wszystkie żale nie bojąc się ludzkiego spojrzenia. Dziękuję.

Komentarze (6)
Taka tam pisanina

Niedługo Walentynki, dzień miłości:) Osobiście nie jestem za obchodzeniem tego "święta", zbyt to amerykańskie, ale co jakiś czas chciałabym sprawić mojemu mężowi jakąś niespodziankę. I teraz nadarzyła sie ku temu okazja: biorę udział w konkursie walentynkowym, w którym nagrodą jest tablica z wyznaniem miłości postawiona w wybranym miejscu. Dlatego bardzo, ale to bardzo prosiłabym Was o zagłosowanie na moją walentynkę. A oto link do niej: www.ilovemilka.pl/v0CAA1  Wystarczy zagłosować:) Byłabym bardzo wdzięczna za każdy głos:)

No to tyle promocji tego konkursu:) Teraz o troche poważniejszych sprawach:)

Kto jest rodzicem ten wie, że opieka i wychowywanie dziecka to ciężkie oraz odpowiedzialne zajęcie. Szczególnie dla młodych rodziców. Ja urodziłam córkę mając 20 lat. Poród nie był aż taki ciężki dla mnie jak to sobie wyobrażałam. Długo leżałyśmy w szpitalu. Córeczka w inkubatorze, miała infekcję. Pamiętam, że miałam strasznego doła, obwiniałam się o to, co się dzieje z małą. No, ale jakoś to przeżyłam. Ja sama miałam anemię. Po powrocie do domu musiałam liczyć na pomoc męża i teściowej, bo sama nie umiałam sobie poradzić. Długo miałam doła, nie mogłam się z tego wyleczyć. Teraz jest ok, ale powiem szczerze- bardzo często mam dość. Często siadam i po prostu płaczę. Zwłaszcza kiedy mała ma problemy ze słuchem. Dobija mnie to, że odziedziczyła tę wadę po mnie. Nie nauczyłam się jeszcze bycia cierpliwą i bycia jak najlepszą matką. Pewnych rzeczy jeszcze nie ogarniam. Chciałabym się Wam wyżalić. Jesteśmy po przeprowadzce. Wprawdzie już rok minąl, ale ja nadal nie czuję się tu jak u siebie. Nie mam kontaktu z moimi znajomymi, czasem piszę z nimi na gg. Ale przecież to nie to samo jak spotkać się i porozmawiać. Nie jestem jednak osobą, która szybko nawiązuje kontakty z innymi. Tym bardziej jest mi ciężko. Czuję się sama, mimo że mam rodzinę. Mam nadzieję, że to minie, że z czasem "wyjdę do ludzi". Wiem o tym, że sama muszę nad ty7m popracować. I trzymajcie za mnie kciuki:)

Komentarze (3)
Pierwsza randka.... małżeńska.

Uff, wreszcie trochę odpoczęłam od obowiązków i przede wszystkim od dziecka. Od dwóch lat nie byłam tak rozluźniona jak wczoraj. Od dwóch lat nie byłam z mężem na żadnej kolacji, imprezie itp. No, może z wyjątkiem naszego wesela rok temu, ale przecież dopiero jak się goście rozeszli to wypiłam kieliszka wódki i zaczęłam "dobrze się bawić" w towarzystwie świadków, orkiestry, no i oczywiście męża. Więc się chyba nie liczy... I od tamtej pory zaniedbałam wszystko, a zwłaszcza siebie i męża. Liczyło się tylko dziecko. Powiem szczerze, że takie postępowanie nie wpływa dobrze na małżeńskie relacje, a przede wszystkim na relacje łóżkowe. Bo jaki facet czuje pożądanie do kobiety, która (i tu wyliczę):

- nie maluje się na co dzień

- śpi w mało seksownej piżamie

- jest na każde zawołanie dziecka

- nie ma ochoty na pieszczoty, bo musi zająć się domem i dzieckiem

Zajęło mi rok dostrzeganie błędów w moim zachowaniu. Wcześniej byłam inna. Potrafiłam zaskoczyć czymś męża, nawet jak miałam wielki brzuch. Ale mimo że wyglądałam jak słonica, czułam się atrakcyjna. Po porodzie się zmieniło, tym bardziej jak leżałam w szpitalu prawie miesiąc, bo mała miała infekcję. Zaczęłam chodzić w dresach, nie dbałam o siebie, zapomniałam o przyjaciołach. Liczyło sie tylko dziecko. Pamiętam jak wiele razy myśłałam, żeby zostawić córkę teściowej i pojechać z mężem na dyskotekę, przecież jesteśmy jeszcze młodzi. Ale zaraz nasuwała mi się myśl, że przecież teściowa też ma swoje życie i że może nie poradzi sobie z wnuczką... 

Niedawno była nasza rocznica. Nie obchodziliśmy jej wcale, mąż nawet nie dał mi prezentu. I wtedy mi coś zaświtało- przecież on ostatnio w ogóle o mnie nie dba. Wciąż siedzi w pracy, a jak wraca to siedzi przy komputerze albo ogląda telewizję. Już nie chwali mnie za nic. I pomyślałam: do cholery, przecież tak  prawdę mówiąc to moja wina. To ja zaniedbałam jego, a cały mój świat kręcił się wokół córeczki. Dość tego! Misia nie jest już maluszkiem, może zostać z chrzestną lub z babcią, nic jej się nie stanie! Nie miałam serca zadzwonić do teściowej, nie dość, że mieszka w innym mieście, to jeszcze pamiętam jak mówiła, że na nic nie ma czasu. Na szczęście przyjechała moja siostra, chrzestna. Tez mi było ciężko poprosić, bo ostatnio siedziała z tydzień z synkiem brata. Ale, o dziwo, sama zaproponowała mi opiekę nad chrześniaczką. Ucieszyłam się bardzo. I zostawiłam córkę z nią na noc. Wstąpiłam do sklepu, kupiłam świece, coś na kolację. A kiedy wróciłam do domu- uśmiech z twarzy mi zniknął. Zaczęlam myśleć o córce. "Nie powinnam jej zostawić, przecież będzie tęskniła. Nie będzie spać w nocy." Robiłam kolację i zamartwiałam się. W końcu zadzwoniłam:

-Wszystko w porządku? Jak mała? Bo wiesz, jeśli będzie niegrzeczna, to ja po nią przyjdę...

- Daj spokój, jest ok. Jest bardzo grzeczna, bawi się właśnie.

-Ech, no fajnie, cieszę się. Ale pamiętaj, w razie co to dzwoń.

-Ok, pa.

No dobrze, jak pa, to pa. Bardzo chciałam pobiec i zabrać córkę. Ale myślałam, że potem taka okazja się już nie powtórzy. I jakoś się powstrzymałam.

Kiedy mąż wrócił, zmartwił się o dziecko. Jedząc kolację, nie rozmawialiśmy o niczym innym, tylko o córeczce. Ale było tak cicho, że aż dziwnie. Żadnego marudzenia, płaczu. Dziwnie tak...

I wiecie, co w tym najdziwniejszego? Że zamiast rzucić się z namiętnością na łóżko, tak jak marzyłam... położyliśmy się spać. Od dawna tak się nie wyspaliśmy. 

A dziś znów powrót do codzienności. Dziecko w domu, ja znowu zajęta wszystkim innym tylko nie sobą i przyjemnościami. Ale kocham takie życie, kocham rozpieszczać córkę, bez niej nie umiem funkcjonować. I wiecie co? Może właśnie dzięki dziecku jestem lepszą osobą.

Komentarze (6)
Najnowsze wpisy
2010-02-15 12:32 W beznadziejności tkwię
2010-01-20 11:53 Taka tam pisanina
2010-01-14 12:12 Pierwsza randka.... małżeńska.
Najnowsze komentarze
2010-02-15 20:30
ola84-21:
W beznadziejności tkwię
Każda z Nas jako matka wie, że czasem się o czymś zapomni - nawet bardzo ważnym. Na szczęście[...]
2010-02-15 20:01
marietka:
W beznadziejności tkwię
:) A jak już zrobisz to spóżnione szczepienie, to proszę siadać mi tu do kompa :) i robić wpis[...]
2010-02-15 19:02
zbuntowana:
W beznadziejności tkwię
Ja myślę, że co ma być to będzie... nie ma się co zagłębiać i poraz setny myśleć o tym jak[...]
O mnie
mdrozka

Zwariowana i niepoprawna marzycielka, a przy tym matka i żona.

Mój profil w iWoman.pl
Kategorie
Ogólne
Archiwum
Rok 2010